W tej osadzie, leżącej tam, gdzie "diabeł mówi dobranoc", w części Podlasia (nad Bugiem i przy granicy z Białą Rusią) w 1874 r rozegrała się niezrozumiała dla ówczesnej europejskiej społeczności tragedia. Sceny przypominały walki między rozmaitymi różnowiercami w Europie zachodniej i środkowej w XVI i XVII w. 10 pomysłów na Lubelskie | zwiedzanie Lubelskiego. Aplikacje, które pomogą zwiedzić Lubelskie. Lubelska kuchnia regionalna | Produkty tradycyjne Lubelszczyzny. Lubelskie - tajemnicze miejsca | Odkryj Lubelskie. Lubelskie muzea | zwiedzanie. Lubelskie na listach UNESCO. Lubelskie trasy podziemne. Kraina Otwartych Okiennic, to szlak tradycji. Bogaty w elementy dziedzictwa kulturowego, te nieożywione, jak i mocno związane z tradycją, mieszkańców. To szlak z zachowaną unikalną architekturą drewnianą, znany głównie z tego, iż domy poszczególnych wsi są zdobione wyjątkowo bogatymi ornamentami. Ich drewniane okiennice powalają Przez 363 km, na odcinku Gołębie-Niemirów, rzeka tworzy granicę rozdzielającą Polskę i Ukrainę oraz Polskę i Białoruś. Uchodzi do Narwi, w okolicach jeziora Zegrzyńskiego, na wysokości 75 m n.p.m. 3. Spływy Bugiem zaliczane są do najwspanialszych spływów kajakowych w Polsce. 4. 6. Piesze spacery wśród sosnowych lasów. 7. Spływy kajakowe w Augustowie. 8. Co warto zobaczyć w okolicy Augustowa. 9. Propozycje tras rowerowych z Augustowa. Ciekawe miejsca i atrakcje Augustowa i okolic na mapie. Noc spędzamy nad Bugiem. Nie jesteśmy jedyni. Długo szukamy miejscówki, gdzie moglibyśmy na dziko rozbić namiot. Wszystkie najlepsze miejscówki są już zajęte przez wędkarzy, rodziny z dziećmi i imprezowiczów. W końcu wybieramy trawiastą polankę bez dojścia do rzeki, ale z ładnym widokiem. 0sBX1D. Miejscowość Brok znaliśmy z wyjazdów na Podlasie, wielokrotnie przejeżdżaliśmy przez tę miejscowość i zachwycaliśmy się nią i postanowiliśmy, że kiedyś w końcu odwiedzimy go na dłużej. Jakiś czas temu powstał wpis “Ciekawe miejsca na jednodniową wycieczkę do 50 km od Warszawy! Poznaj 10 miejscówek!” dodaję do niego kolejne miejsce, jakim jest miasteczko Brok koło Wyszkowa. Odkryliśmy je jakiś czasem, a latem 2021 szukając miejsca, na wypad z przyczepką przypomnieliśmy sobie o jego istnieniu! Zależało nam na niedalekim wyjeździe, gdzie będziemy mogli spędzić czas w naturze, ja miałam w głowie marzenie o spaniu w naszej przyczepie, przy rzece, ale też blisko cywilizacji, by coś zjeść, bo w przyczepie nie było kuchenki. Co robić w Broku? Po przyjeździe do Broku zatrzymaliśmy się na lody rzemieślnicze, którym daję max. 3 w skali 1 do 10, bardzo zwykłe i wodne, mało mleczne. Później zostawiliśmy przyczepkę przy pobliskim urzędzie i kościele na parkingu, by udać się na spacer. Urocza uliczka, doprowadziła do rzeki Bug, plaży miejskiej oraz portu, a także pobliskich restauracji, w której mieliśmy zjeść, ale ostatecznie zatrzymaliśmy się na rybkę niedaleko na wale w Smażalnia Ryb MIĘTUS i było pysznie! Sama okolica rzeki i nadrzecza, ciekawa, chociaż dosyć dzika. Powiedziałabym, że niezaplanowana, ale z drugiej strony fajne jest to, że zadbana i taka naturalna promenada, dostępna dla każdego. Pomost i zejście do rzeki całkiem dobrze się prezentuje. Byliśmy z naszym psem więc duży plus za spore miejsce do biegania. Obok znajdują się jeszcze 2 wiatraki oraz ogród i restauracja. Czas na dziką noc w przyczepie! Jak wspomniałam, zależało mi na spaniu w jakimś dzikim miejscu nad rzeką. Taki był plan, ale okazało się, że trochę xle się zrozumieliśmy z moim A. bo on jednak chciał nocować w hotelu…Noc spędziliśmy w uroczym miejscu, ale ile było o to kłótni! Szukałam na mapie, zjazdu blisko wody, by móc zatrzymać się przyczepką, Adrian stresował się, że nie wyjedziemy później z tym ciężarem, albo…no właśnie nie wiem, jakie jeszcze czarne myśli miał w głowie. Przejechaliśmy chyba z 40 km, szukając odpowiedniego miejsca. Zatrzymaliśmy się nawet w 2, ale albo A. albo mi coś nie pasowało. Znalazłam kolejne miejsce, zapadał zmrok, mój kierowca wychodził z siebie… Mamy to miejsce idealne!? Tak! Było idealnie! Dobry zjazd z głównej betonowej ulicy na mały kawałek ziemi, na końcu wioski, który w dodatku leżał nad rzeką! Było uroczo, romantycznie, cicho! Jakiś pan łowił tam ryby i zapytałam, czy to jego działka, nie ale powiedział, że zna właściciela. Pomarudził i ostatecznie pozwolił nam nocować, ale prosił, by nie bałaganić i ostrzegł, żeby nie rozbijać namiotów czy rzeczy na kilka dni. Za chwilę zapadł zmrok, żaby i świerszcze dawały koncert, a ryby odpowiadały im mlaskaniem ogonów! Co za wieczór! W dodatku tak pięknie świecił księżyc i gwiazdy. Otworzyliśmy piwko, wino, chipsy i słuchaliśmy dźwięków natury. Oczywiście przypomniałam, mojemu A. czyj to był pomysł, aby pamiętał, że warto mnie posłuchać kolejnym razem. Noc na dziko, jak było? Poranek był chyba jeszcze lepszy niż noc. Obudziłam się rano i spojrzałam przez okno przyczepy, nad rzeką unosiła się mgła, wokół cisza i my! Powdychaliśmy trochę świeżego, porannego powietrza, zrobiliśmy kilka zdjęć i ruszyliśmy w poszukiwaniu śniadania ponownie do Broku! W planach było jeszcze zwiedzanie okolicy, jakaś wycieczka dalej, ale nasz mały Bandzior nie pozwolił nam na zwiedzanie, dlatego wybierzemy się w to miejsce ponownie, bo chcemy odwiedzić jeszcze kilka miejsc. Jeśli będziesz w okolicy, zaplanuj kilka godzin na pobyt w Broku, to naprawdę urocze miejsce. Wracając do domu, odwiedziliśmy też Mostówka wrzosowe wydmy, jak wyglądają naprawdę? Jestem Patrycja, piszę bo lubię. Ten blog powstał w 2012 roku. Od zawsze miałam pragnienie dzielenia się wiedzą, pomocą, przeżyciami, tym co piękne. Kilka rzeczy w życiu mi wyszło, więc może moje relacje, porady, przemyślenia dadzą komuś motywację, by odkryć lub docenić coś w codziennym życiu. Ten blog to swego rodzaju pamiętnik. Lubię tu wracać, mam nadzieję, że Ty też będziesz. Marzyłam by być na swoim i pracować zdalnie – zrobiłam to! Na co dzień prowadzę swoją firmę pielę ogródek, głaszczę moje zwierzaki (i czasem męża!) oraz opalam się na słoneczku w różnych strefach klimatycznych. Poczytaj moje bezpłatne przewodniki: Zanzibar/Malta/Teneryfa/Tajlandia/Turcja Dziękuję, że tu jesteś. Zobacz co słychać na moim na YouTube: fotografia by Przykuta / Wikipedia Mielnik to niewielka miejscowość leżąca nad Bugiem na obszarze Wysoczyzny Drohiczyńskiej. Niegdysiejszy gród w średniowieczu stał się miastem z zamkiem królewskim, które chętnie było odwiedzane przez polskich władców. Choć dziś Mielnik jest niedużą wsią, lata świetności pozostawiły w nim wiele pamiątek, które warto zobaczyć. Atrakcje Mielnik 2022 1. Pozostałości po Zamku Królewskim – obecnie na Górze Zamkowej znajdują się jedynie ruiny zamkowego kościoła oraz nieliczne mury obronne. Średniowieczny zamek został zniszczony podczas najazdu wojsk szwedzkich. Choć nie są znane początki obiektu szacuje się, że pozostałości po kościele liczyć mogą już ponad 600 lat. 2. Kościół Przemienienia Pańskiego – neobarokowa świątynia wybudowana w latach 1912-1920. Stosunkowo młode mury kościoła skrywają jednak wiele zabytkowych przedmiotów, w tym siedemnastowieczny krucyfiks i barokowe monstrancje z XVIII wieku. 3. Cerkiew Narodzenia Najświętszej Marii Panny – świątynia prawosławna w stylu bizantyjsko-rosyjskim. Jej charakterystyczną cechą jest strzelista dzwonnica z trójkątnymi szczytami. W środku podziwiać można pozostałości po wcześniejszych mielnickich cerkwiach ikony Apostołów z XVIII wieku i zabytkowe naczynia liturgiczne. 4. Synagoga – prosty, murowany budynek z pierwszej połowy XIX wieku. Obecnie w środku mieści się Galeria Sztuki VAVA, która w ciągu wielu lat działalności prezentowała dzieła wybitnych artystów polskich. W obiekcie organizowane są spotkania poetyckie, wieczory literackie i imprezy o charakterze artystycznym. Pozostałe atrakcje miasta Piękne umiejscowienie Mielnika w dolinie Bugu sprawia, że to miejsce idealne do obcowania z przyrodą. Organizowane są tu spływy kajakowe rzeką o różnym stopniu trudności. W okolicy rozciąga się Nadbużański Park Krajobrazowy, który zachwyca różnorodnością i bogatą florą oraz fauną. Na jego terenie można podziwiać liczne gatunki ptaków oraz wspaniały krajobraz pełen łagodnych wzgórz i rozlewisk rzecznych. Obszar parku poprzecinany jest licznymi szlakami pieszymi oraz rowerowymi, znajdują się tu trzy ścieżki dydaktyczno- edukacyjne oraz aż siedem rezerwatów, z których na szczególne wyróżnienie zasługuje Szwajcaria Podlaska i Stary Las – miejsca o wyjątkowych walorach przyrodniczych i krajobrazowych. Warto wybrać się na Górę Rowską i podziwiać z niej widoki na okolicę. Kąpielisko w Mielniku to miejsce spotkań mieszkańców w sezonie letnim i świetne miejsce na odpoczynek. Przy ulicy Polnej znajduje się wieża widokowa, którą również warto odwiedzić. Dojazd do Mielnika Mielnik położony jest na samym południu województwa podlaskiego. Z Białegostoku jest tu aż 110 km. Znacznie bliżej jest Drohiczyn lub Siemiatycze od strony których można dojechać do Mielnika. Po więcej informacji turystycznych warto zajrzeć tutaj Related Tagspodlaskie W trakcie jednego z naszych wiosennych wyjazdów mieliśmy okazję zobaczyć ujście Bugu do Narwi. Znamy Bug, mieszkamy niedaleko miejsca gdzie staje się on rzeką graniczną. Przy ujściu zrobił na nas jednak wielkie wrażenie, jest zupełnie inny, majestatyczny, potężny. Postanowiliśmy wówczas, że kiedyś zrobimy wycieczkę wzdłuż dolnego biegu tej rzeki. Okazja do wyjazdu trafiła się nadspodziewanie szybko i wykorzystując długi sierpniowy weekend wyruszyliśmy z domu wcześnie rano. Jak najwcześniej, gdyż w planie tego dnia było jeszcze zwiedzanie miejsc związanych z pewnym, nie boję się powiedzieć tego słowa znakomitym serialem. W miejscowości Latowiec i Jeruzal mieliśmy okazję zobaczyć budynek gminy, budynek policji, dom Wójta, sklep z ławeczką, kościół, plebanię i wiele, wiele innych. Obowiązkowy był zakup Mamrota w najbardziej znanym w Polsce sklepie, nie można było także pozostać obojętnym na pierogi od Solejukowej. Pomysł odwiedzenia tych miejsc narodził się podczas innego z naszych wiosennych wyjazdów, gdy zwiedzając Tykocin i Supraśl poczuliśmy się jak w środku planu filmowego innego, pewnie nie mniej znanego filmu. Po południu dojechaliśmy do Wyszkowa. Pokręciliśmy się trochę po parku i bulwarze nad Bugiem. Zupełnie przyjemnie, jednak nie na tyle, byśmy tu chcieli zostać na cały wieczór i nocleg. Spróbowaliśmy więc w Gulczewie, miejscówka znaleziona została na stronach camperteamu. Na miejscu wyglądała ona nieźle, nad samym Bugiem, blisko wody, blisko natury. Panowało tam jednak straszne zamieszanie, straż, policja, pogotowie, ponoć ktoś się utopił. Oczywiście zrezygnowaliśmy i jadąc wzdłuż Bugu zatrzymaliśmy się ostatecznie w Broku na plaży miejskiej ( Bez mediów, ale obok – 100m – na placu targowym jest porządne WC. Brok jest maleńki ale całkiem urokliwy, zwłaszcza z tym swoim bulwarem i świetnym dostępem do rzeki. Na wielkiej plaży oprócz nas na noc pozostał tylko jeden namiot. Nocne niebo było niesamowite. I te spadające gwiazdy. Następnego dnia przemieszczaliśmy się dalej “pod prąd” wzdłuż Bugu zatrzymując się to tu, to tam. Zahaczyliśmy też o Sokołów Podlaski. Okazało się, że nie jest to miejsce, które chcielibyśmy polecić i zostać tam na dłużej. Po południu dotarliśmy do Drohiczyna. Pozostaliśmy tam na nocleg na brzegu rzeki w miejscu wielkiego zakola ( z pięknym widokiem na miasto. Żadnych mediów w pobliżu. Na noc w odległości około 200 m pozostały jeszcze dwa kampery i jedna przyczepa. Pospacerowaliśmy po miasteczku i nad Bugiem, zdobyliśmy też Górę Zamkową – 10 minut podejścia i piękna panorama na zakole Bugu. I znowu tematy filmowe: plenery rzeki w okolicach Drohiczyna udawały Niemen w znanej ekranizacji. Tym razem też spędziliśmy bajeczny wieczór z gwiazdami. Najpierw był to zespół JAM SESSION, który nieźle dał czadu na rynku i nawet nas porwał do tańca. Potem, przy kamperze, długo w nocy liczyliśmy prawdziwe i czasem spadające gwiazdy przy bezchmurnym niebie. W planie następnego dnia mieliśmy jeszcze Siemiatycze, ale to miejsce w Drohiczynie nad Bugiem było tak urokliwe, że zdecydowaliśmy się zostać już do samego wyjazdu. Zwiedziliśmy dokładniej miasteczko, zobaczyliśmy zlot motocykli – było ich ponoć 500 i do domu. A wracając już, słuchając w samochodowym radiu relacji o powrotach Polek i Polaków z długiego weekendu przyszła refleksja. Mogliśmy przecież jak ludzie pojechać do Zakopanego, postać w korkach na drogach i na górskich szlakach! Albo chociaż nad morze, postawić parawan na plaży! Ale nie, znów wybraliśmy zupełnie puste, urokliwe zakątki ściany wschodniej, nadrzeczne bulwary i małe senne miasteczka. I tacy właśnie jesteśmy. ⇐ poprzedni wpis kolejny ⇒ ⇐ strona główna Roztocze to magiczna kraina, która zachwyca swymi pejzażami oraz przyrodniczym bogactwem. Nie brak tu również ciekawych miejscowości, na terenie których czekają na nas cenne zabytki. Co warto zobaczyć w trakcie wycieczki po tej części kraju? Zwiedzanie terenów Roztocza Dla wielu osób najlepszym punktem wypadowym na teren Roztocza jest Zamość – renesansowe miasto idealne, na terenie którego tanie noclegi można znaleźć o każdej porze roku. Kto zatrzyma się na jego terenie, ten będzie mógł ujrzeć wiele cennych zabytków architektury i poszerzyć swą wiedzę na temat rodziny Zamoyskich. W czasie wycieczki po Roztoczu warto też odwiedzić Sanktuarium w Krasnobrodzie oraz drewniane cerkwie w Bełżcu oraz w Hrebennem. Równie atrakcyjne miejscowości do zwiedzania możemy sprawdzić na też zajrzeć do Tomaszowa Lubelskiego, na terenie którego czeka i drewniany kościół katolicki, i murowana cerkiew prawosławna. A co z przyrodniczymi skarbami? Tu wyróżnia się Roztoczański Park Narodowy ze słynnymi Stawami Echo oraz z hodowlą konika polskiego. Wielkie wrażenie robi też Zwierzyniec – malownicza miejscowość, na terenie której mieści się Dyrekcja oraz Muzeum Przyrodnicze RPN. To stąd można urządzać najciekawsze wycieczki piesze i rowerowe po parku narodowym, to tu można podziwiać tak znane zabytki, jak kościół na wodzie czy budynek służący niegdyś jako główna siedziba ordynacji Zamoyskich. Całość robi wrażenie, a czas spędzony w tym miejscu dla nikogo nie będzie czasem straconym. Warto też odwiedzić tak znany rezerwat, jak „Szumy nad Tanwią”, warto też zajrzeć do Guciowa, znanego z niewielkiego, za to bardzo ciekawego skansenu. To właśnie takie atrakcje sprawiają, że Roztocze na każdym z nas zrobi ogromne wrażenie, a my chętnie będziemy wracać na jego teren. Continue Reading Tego, że z domku będę miała całodobowy widok na... bocianie gniazdo, i że okaże się, że obserwowanie tej ptasiej rodziny zastąpi "Netflix", totalnie się nie spodziewałam. To zdarzyło się w "Siedlisku Sobibór", zaledwie 2 km stąd zaczyna się Ukraina Zaczęło się od marzenia Ewy o domu z drewnianych bali. Był totalną ruderą, ale ona czuła, że zrobi tu siedlisko, dla którego rzuci pracę w teatrze w Lublinie. Ledwo chatę kupiła i zaczęła remontować, odebrała telefon: "Pani, dom się pani pali"… Domek, w którym nocowałam, miał sowę nie tylko w nazwie i zaraz się dowiecie, o co chodzi. Jak tu traficie, możecie zamieszkać też w apartamencie w obórce, stajence, spichlerzu… Jeszcze nigdy nie trafili mi się niemili goście – mówi Ewa Szeloch, która prowadzi "Siedlisko Sobibór". Spotykam parę Szwajcarów, którzy zajadają się lokalnymi serami i pasztetami z selera i batatów. Pierwszy raz są na wschodzie Polski. Idą zobaczyć granicę na Bugu. Są w szoku, że życie toczy się tak sielsko i spokojnie Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Onetu, a relację z wojny w Ukrainie na żywo pod tym linkiem Z Warszawy dotarłam samochodem w niecałe trzy godziny. Droga jest bardzo prosta – kierunek Lublin. I Włodawa — siedlisko leży 10 km od niej, ale próżno wypatrywałam drogowskazów w stylu "tędy do siedliska". To nie przypadek – to miejsce nad Bugiem ma być dla "wtajemniczonych" i nie przypominać tych, leżących na trasach typu Zakopianka. Gdy wjechałam już do Sobiboru, odwróciły się w moją stronę dwie kobiety (chyba mama z córką), które oderwały się na chwilę od malowania drewnianego płotu wokół swojego domu – tak rzadko lokalsi słyszą tu dźwięk przejeżdżającego samochodu... Od progu "Siedliska Sobibór" powitał mnie napis "Celebruj życie, smakuj naturę". Przez kolejne dni przekonywałam się, że to nie jest pusty slogan. Weszłam do stodoły, zwanej Dużą Stodołą (każde miejsce ma tu swoje imię albo nazwę), która jest… loftem. To tu mieści się recepcja, ale nie przypomina typowej, hotelowej. To bar, w którym możecie zamówić kawę, wino, lemoniadę czy piwo domowej roboty. I nie powita was recepcjonistka, ale właścicielka siedliska, Ewa Szeloch. Kobieta, która spełniła marzenie o życiu w domu z drewnianych bali, choć na początku wszyscy, oprócz jej mamy i kolegi, pukali się w głowę. Bo wszystko zaczęło się od jednej, rozwalającej się chatki, którą kupiła Ewa. A gdy tylko zaczęła ją remontować, chata niemal cała spłonęła. Ale o tym za chwilę... Siedlisko Sobibór, dwa kilometry od granicy z Ukrainą. Noc w sowim domku Na razie odbieram klucze do domku, w którym zamieszkam w Sobiborze. Wiem, że nazywa się Sowa i sąsiaduje z innym domkiem — Dzięciołem. A nie wiem jeszcze, że domki nie stoją na ziemi, ale na palach, i że wchodzi się do nich nie po schodach, ale po trapie — niczym na prom. I że z domku będę miała całodobowy widok na... bocianie gniazdo (i że okaże się, że obserwowanie ptasiej rodziny z powodzeniem zastąpi "Netflix"). Foto: agas / Onet Witrażowe okno przywiezione z lubelskiej kurii, fotele z teatru w Lublinie i bocianie gniazdo, które widać z tarasu i sypialni. Domek, w którym spędzam noc, sowę ma nie tylko w nazwie. Motyw tego ptaka powtarza się na poduszkach, obrazach, płaskorzeźbie przy drzwiach, a nawet zasłonkach w łazience (okno otwiera się na las). W wieczornej ciszy słychać tylko ptaki, cykające świerszcze i szum wiatru w gałęziach drzew. Obok Sowy drugi domek – Dzięcioł. W nim oczywiście dzięcioła spotkacie wielokrotnie. A sowę i dzięcioła jeszcze dodatkowo — na drzewach, których pnie możecie dotknąć, nie ruszając się z tarasu. Jeśli są wśród was rodzice z dziećmi, którzy marzą o godzinie tylko dla siebie, wystarczy, że dacie dzieciom zadanie: "policzcie sowy i dzięcioły w okolicy"… Foto: Archiwum prywatne rozmówczyni Domek Sowa i Dzięcioł. Widok z tarasu jest na bocianie gniazdo. I tak jak Sowa i Dzięcioł nie mają innych sąsiadów, tak i pozostałe domki porozrzucane są po różnych częściach siedliska. Dzięki temu nawet gdyby równocześnie nocowało tu ponad 60 osób i tak nikt nikomu nie wchodziłby w drogę. Nawet w szczycie sezonu nie ma tu tłumów – ci, którzy na Polesiu Lubelskim chcą plażowania w ścisku i głośnej muzyce, kierują się nad jezioro Białe, a nie do "Siedliska Sobibór". Apartament w Obórce Gdzie jeszcze możecie zamieszkać, jeśli tu kiedyś tu traficie? Do wyboru Apartament w Obórce, dwa Studia w Stajence (Koronki i Groszki), Dom z Tarasem, Dom z Gankiem, Spichlerz Kolorowy Zawrót Głowy. Foto: Archiwum prywatne rozmówczyni Apartament w obórce. Każdy detal jest starannie dobrany. Podobnie w Domku Sowa, Dzięcioł i w każdym miejscu siedliska. Niech was nie zwiodą "przaśne nazwy" – nocując w prawdziwej stajni czy oborze, nie będziecie spać na sianie, ale w wygodnych, drewnianych łóżkach, które, choć już 100 lat temu stały w wiejskiej chacie, nie skrzypią, nie trzeszczą, a do tego zostały przedłużone przez stolarzy – wszak przez ostatnie 100 lat Polacy urośli. Podobnie z łazienkami – to, że budzisz się w oborze czy spichlerzu, nie oznacza kąpieli w zimnej wodzie noszonej ze studni. Prysznice i umywalki mają nowoczesną hydraulikę, choć np. umywalki zrobione są z metalowych balii. Nic nie jest tu dziełem przypadku, każdy detal jest przemyślany przez Ewę. Jeśli mieszkasz w obórce, to poranną kawę wypijesz w porcelanowym kubku z krową, ale z portretu na ścianie będzie obserwować cię krowa. Nie, nie chodzi o naturalistyczne zdjęcie Łaciatej, ale o krowę, jak z obrazu surrealistów — w nonszalanckiej, skórzanej kurtce. Foto: Archiwum prywatne rozmówczyni "Siedlisko Sobibór" Zaczęło się od jednej chaty Pierwszy raz Ewa trafiła do Sobiboru, gdy jeszcze pracowała w Teatrze Osterwy w Lublinie. Przyjaciel z liceum kupił tu ziemię i zaprosił ją na śniadanie. Zjedli je na trawie, na ceracie w czerwoną kratkę. — Odpłynęłam. A Krzysiek obwoził mnie po okolicy. W liceum marzyłam o domu z bali, ale w górach. A jednak... Foto: Materiały "Na prawach cytatu" Od tej chatki się zaczęło. Zobaczcie, co się z nią działo. — Poprosiłam Krzyśka, żeby popytał miejscowych, czy jest coś do kupienia w okolicy. Wróciłam do Lublina, a on zadzwonił, że są trzy domki do sprzedania. Przyjechałam, a sołtys pokazywał mi chaty. Na jednej było gniazdo bocianów, choć to była ruina. Nikt tu od dawna nie mieszkał. Na podwórku stała obora. I stodoła — poszłam za nią, a wtedy obok przebiegły sarny. To miejsce musi być moje – pomyślałam. Zakochałam się – wspomina Ewa. Tylko dwie osoby nie pukały się w głowę na wieść, co Ewa chce zrobić. Mama, która powiedziała: "Ewuś, jak czujesz, że chcesz, to kup" i kolega budowlaniec "Jak cię znam, to coś z tego zrobisz" – skwitował. I tak Ewa zaczęła remont rozpadającej się, spróchniałej chatki. Znalazła ekipę, pożyczyła przyczepę od rodziny. Jacek, partner Ewy, przyciągnął ją na podwórko. Ewa zamieszkała w niej, by w weekendy pilnować budowy. Obok na trawie stanął prowizoryczny prysznic – kijki, zasłonka, ogrodowy szlauch… Chatka była parterowa i Ewa postanowiła dobudować pięterko. Trzeba było zdjąć dach. Był czerwiec 2004 r., Polska wchodziła do Unii, a Ewa miała plan: Święta Bożego Narodzenia urządzi już tu. Mogła o tym zapomnieć... "Pani, dom się pani pali!" — odebrała ten telefon, siedząc w pracy w teatrze w Lublinie. Wsiadła w samochód. Gdy dotarła, na miejscu była cała wieś i wszystkie wozy strażackie z okolicy. — Byłam pewna, że spłonął cały dom. I bałam się, że to miejscowi mnie nie chcą i podpalili – wspomina. Ekspertyza wykazała, że to przewody kominowe były źle poprowadzone i gdy jeden z budowlańców palił w kominku, by wszystko szybciej schło. I doszło do zwarcia. — A ludzie we wsi bardzo życzliwie mnie przyjęli —wspomina Ewa. Gdy już siedlisko przypominało to dzisiejsze, Ewa zorganizowała koncert dla mieszkańców Sobiboru. Pukała do każdego domku i zapraszała. Przyjechali najlepsi muzycy, profesjonalne nagłośnienie, a ksiądz pożyczył ławki z kościoła. "Kulturalne Uprawy Tarasowe" miały aż siedem edycji. A siedem lat temu Ewa zrezygnowała z pracy w teatrze w Lublinie. Postawiła wszystko na jedną kartę. Na "Siedlisko Sobibór". Ale najpierw musiała zacząć "zabawę" od nowa. Na zgliszczach. — Pracowałam w teatrze, więc nie mogłam się całkowicie poświęcić siedlisku, a żeby dom nie stał pusty i mógł na siebie zarabiać, postanowiłam go wynajmować. Jeden pokój zamykałam i zostawiałam dla siebie i wynajmowałam cały dom. Potem okazało się, że potrzeby są na mniejsze domki i tylko dla dwóch osób, więc powstała Stajenka z "insta oknem" – tak je nazywają. Każdy, kto tu przyjedzie, robi sobie na jego tle zdjęcie – kilka dni temu była tu np. wokalistka Patrycja Markowska. Historia tego okna jest niesamowita. — Mój kolega wymieniał okno w Kurii Biskupiej w Lublinie. "Miałem je wyrzucić, ale czuję, że ci się spodoba" – zadzwonił do Ewy. Nie chciała okna, ale i tak przywiózł. Witraż w kształcie koła idealnie pasował do stajenki! Wnętrze każdej chatki projektowała sama Gdy Ewa zaczęła wynajmować domek, nie było jeszcze kuchni. Zostawiała więc gościom kartkę z adresami — do której gospodyni iść po jajka, do której po pierogi. — Mamo, musisz zacząć gotować. Robiłaś w domu przyjęcia, zawsze wszystkim smakowało – zaczął namawiać Bartek, syn. To było już wtedy, gdy dokupiła działkę. I kolejny dom, który stał 30 km dalej – we się Wyryki. Rozebrała go, przewiozła do Sobiboru w kawałkach. — Udało się go znów złożyć, bo zbudował go dla siebie cieśla. Wszystkie klocki pasowały do siebie, jak LEGO – wspomina partner Ewy. — Kolejne marzenie to był domek na drzewie. Zbudowałam więc Sowę i Dzięcioła wśród gałęzi — opowiada Ewa. Dużą stodołę też wybudowała od podstaw. — Potrzebowałam takiej przestrzeni, bo przyjeżdżało coraz więcej gości, niektórzy chcieli urządzać przyjęcia, wesela, albo imprezy firmowe — wspomina. — Wszystkie wnętrza projektowałam sama. To było często coś z niczego – wspomina Ewa. Jeździła po okolicznych wsiach, pytała ludzi, czy wpuszczą ją na strych. Wynajdowała stare meble. Zdejmowała z nich farbę opalarką i odnawiała. – A studio koronkowe powstało dlatego, że w domu miałam dużo koronek. A Studio groszkowe – bo lubiłam szyć i został mi materiał w groszki – wspomina Ewa. Gdy zachodzi słońce, w siedlisku palą się lampy. Nowoczesna elektryka połączona ze starym, litym drewnem, np. tym, które zostało z rozebranego spichlerzyka. To dzieło Bartka, syna Ewy. Foto: Archiwum prywatne rozmówczyni Święta Bożego Narodzenia w siedlisku Ewa spędziła dopiero po kilku latach. Tu zima w pandemii, gdy nie można było przyjmować gości. Życie towarzyskie w stodole Ale wróćmy do Dużej Stodoły, do której trafiłam minutę po przyjeździe – olbrzymie wnętrze równie dobrze sprawdziłoby się jako miejsce wernisaży sztuki nowoczesnej. Na antresoli są pokoje do wynajęcia, wchodzi się do nich ażurowymi schodami. Foto: agas / Onet Spędziłam dwa dni w "Siedlisku Sobibór". Dwa kilometry od granicy z Ukrainą na Bugu. A na parterze goście spotykają się na śniadaniach i obiadokolacjach. Jedzenie jest ekologiczne, od lokalnych gospodarzy. Jajka oczywiście od "szczęśliwych kur". To też niebanalne hasełko reklamowe, bo kury spacerujące po ogrodach we wsi faktycznie wyglądały na zadowolone z życia. Podobnie jak owce, kozy i krowy – serami z ich mleka (podpuszczkowe i zagrodowe z dodatkiem ziół), wegetariańskimi pasztetami i konfiturami zrobionymi w siedlisku zajadała się para Szwajcarów, która pierwszy raz przyjechała na wschód Polski. Cieszyli się, gdy ktoś się do nich dosiadł, choć miejsca jest tak dużo, że nawet totalni outsiderzy mogą zjeść, nie narażając się na small talk z przypadkowymi turystami. Siedlisko przyjazne dla dzieci, a ona dla gości Siedlisko jest przyjazne dla dzieci, ale o dziwo – nie słychać było ani dziecięcych krzyków, ani płaczu. To miejsce najwyraźniej "pacyfikuje" dzieci. Zresztą żadne z nich raczej nie bawiło się w kąciku zabaw, ale od razu śniadaniu czy obiedzie znikało w siedlisku, by obserwować bociany, czy bujać w hamaku, albo na huśtawce. — Wygląda na to, że dzieci najlepiej bawi sama natura — potrafią budować cały dzień szałas z patyczków — opowiada Ewa Szeloch. I podobnie, jak ja – dzieci zapomniały o internecie. Jedna z matek powiedziała, że w domu zwykle nie mogła oderwać syna od komórki i komputera, a tu dopiero po pięciu dniach zapytał: "gdzie mój laptop?". Foto: agas / Onet "Siedlisko Sobibór" nad Bugiem. Strefa relaksu Choć siedlisko całe jest jednym, wielkim miejscem odpoczynku, to i tak jest w nim jeszcze "strefa relaksu". A w niej sauna opalana drewnem w starym, drewnianym spichlerzu i balia w szuwarach. Jeśli wybierzecie nocną kąpiel, to z widokiem na niebo. Wielką Niedźwiedzicę zobaczycie też z tarasów i ganków. Foto: Archiwum prywatne rozmówczyni W tej balii wykąpiesz się pod gołym niebem. — To siedlisko jest takie, jak nasze życie. Stąd do hasło: "Celebruj życie". Chciałam, żeby goście czuli się, jak u babci na wsi. Pamiętam ten klimat, bo w dzieciństwie jeździłam do dziadków do Sokółki i pomagałam im robić konfitury. Wtedy tego za bardzo nie lubiłam, teraz sama je robię i to według przepisu babci — śmieje się Ewa. — Zależy mi na tym, by goście nie musieli się napinać — atmosfera jest swobodna, jak wszystko tutaj. Ludzie chyba to docenili, bo jeszcze nigdy nie trafili mi się niemili goście. Może właśnie dlatego, że staramy się dać im taki wypoczynek, jaki mi samej się marzył. Traktując ich tak, jak sama chciałabym być traktowana na wakacjach. Za bardzo też gościom nie nadskakujemy, żeby nie czuli się niezręcznie. Granica na Bugu Siedlisko leży zaledwie 2 km od granicy z Ukrainą. Ta przebiega na Bugu. Przeszłam się tam na spacer. Bug w tym miejscu zakręca, woda jest płytsza. To teren Sobiborskiego Parku Krajobrazowego. Starorzecze, puszcza przyciągają dzikie zwierzęta. Jak ktoś ma szczęście i cierpliwość, może oprócz ważek, bocianów i wielu innych gatunków ptaków, spotkać wilka, rysia, a nawet żółwia błotnego, który w Polsce jest pod ochroną. Foto: Rafał Nebelski / Archiwum prywatne rozmówczyni Bocian i gniazdo kwiczołów. Ostatnie dwa lata dla siedliska oznaczały wciąż nowe wyzwania. — Najpierw pandemia i lockdown, więc byliśmy zamknięci, choć paradoksalnie to wtedy odbieraliśmy mnóstwo telefonów z pytaniem, czy działamy. Ludzie chcieli się tu skryć przed pandemią. A jak hotele znów się otworzyły, czekaliśmy w niepewności, co będzie. Już w pierwszy weekend – goście dopisali. Wszyscy chcieli zapomnieć o tym, co się wydarzyło, byli stęsknieni normalności i powietrza, aż zapominali o maskach — wspomina Ewa. — Potem Sobibór znalazł się w strefie zamkniętej, ze względu na migrantów na granicy z Białorusią, choć przecież Sobibór nie graniczy z Białorusią, której granica jest dalej na północ. Dróg pilnowały patrole policji. A jak już znów można było do nas przyjeżdżać, zaczęła się wojna w Ukrainie. Pierwsze dni wszyscy wyczekiwaliśmy w niepewności, co będzie. Ale szybko cała wieś wróciła do dawnego życia – dodaje. W sierpniu ludzie przyjechali na "astro wycieczki" — oglądać spadające gwiazdy. Foto: Przemysław Jendroska / Archiwum prywatne rozmówczyni Noc spadających gwiazd w "Siedlisku Sobibór", sierpień zeszłego roku. — Wygasiliśmy wtedy światełka, goście siedzieli na tarasie. Rok temu aż bili brawo i mieli łzy w oczach, widok był tak piękny – wspomina Ewa Szeloch. – Mam nadzieję, że w tym roku też tak będzie. Siedlisko czeka na dawnych i nowych gości.

co warto zobaczyć nad bugiem